Aktualności

Muzyka Podwyższonego Ryzyka - Woodstock cały w Dżemie

2017-04-06 14:25:07

 

Ci co na Woodstock jeżdżą, na Woodstocku mieszkają, Woodstockiem żyją, kroją chleb, gotują herbatę, popijają napoje, kładą się spać i budzą się rano, wiedzą o czym mówię.

 

Od samego początku festiwalu Dżem grało się na wszystkie możliwe sposoby, zazwyczaj z lekko rozstrojoną gitarą i podśpiewywaniem całej ekipy okręconej wokół tej gitary. „Mówią o mnie w mieście” jest pieśnią nad pieśniami, którą osobiście we wszystkich formach moich ogniskowych spotkań z Pokojowym Patrolem czy publicznością bardzo późno-wieczorną, woodstockową porą, słyszałem już w tysiącu odmianach.

 

Przystanek Woodstock, Szczecin Dąbie, 1996


Kiedy na Przystanku Woodstock naszym gościem był Krzysztof Materna, to zakochany w atmosferze festiwalu chodził,  oglądał, słuchał, patrzył, a następnie kończył swoją wędrówkę u nas w biurowym kontenerze na zapleczu sceny. Gaworzyliśmy na różne tematy – Krzysztof potrafi wprowadzić sympatyczną, pomykającą o żart, ale także sensowną wymianę myśli i atmosferę. Za każdym razem, kiedy wchodził z tego wędrowania,  pytaliśmy czy czegoś się napije – może herbaty. I w pewnym momencie na którąś z tych propozycji Krzysztof powiedział:  „Ja już rzygam tą Waszą uprzejmością i tą Waszą herbatą.” Gdyby na te słowa ktoś wszedł w tym momencie do naszego kontenera, to chyba by zwątpił i przerażony, że właśnie jest świadkiem jakiejś wielkiej awantury albo jej początku, szybko opuścił kontener!



Ale my w tych groteskowych dialogach byliśmy cały czas, więc wiedzieliśmy o co chodzi. Teraz zrozumiecie mnie dobrze i bez żadnych podtekstów, jeżeli powiem, że także pewnymi utworami śpiewanymi wciąż i dookoła tak jak to powiedział Krzysio, „rzygam”. Wojtek Waglewski mi opowiadał, że w Amsterdamie, w latach 70’, w sklepie z instrumentami muzycznymi widniał napis: „zakaz grania Domu wschodzącego słońca i Schodów do nieba”.



Ale Dżem na scenie to zupełnie co innego! Pierwszy raz zagrali na wyraźną prośbę publiczności, bo ja ich w nowym składzie po prostu nie słuchałem. Miałem to szczęście, że kiedy organizowaliśmy z Walterem Chełstowskim Zadymę na Torwarze, 13 grudnia 1989 roku, jednym z wykonawców był Dżem z Rysiem Riedlem. Później go zapowiedziałem w Jarocinie w 1994 roku. Powiedziałem tylko „Dżem”, po czym publiczność zrobiła krok, dwa do przodu i na moich oczach wszystkie barierki po prostu się rozleciały, a stojący przed barierkami ochroniarze i ekipa fotografów w sekundę dali dyla i wskoczyli na scenę.



Zrobiło się naprawdę niebezpiecznie i wtedy pierwszy raz poczułem, co to jest siła tłumu i w jaki sposób jak zapałki rozlatują się barierki - na szczęście nie te koncertowe, tylko takie zwyczajne, uliczne. Nikomu nic się nie stało, my uspokajaliśmy publikę, a Walter Chełstowski zastosował niesamowity trik i wypowiedział w stronę publiki krótki tekst: panowie dziennikarze, proszę nie robić zdjęć i nie robić z tego sensacji. Wszystkie emocje, które zgromadzone były wśród publiczności, która na to zamieszanie i opóźnienie zrobiła się dość agresywna, w 3 sekundy zostały przerzucone na dziennikarzy i fotoreporterów, a 10 sekund później wszystko się uspokoiło, ponieważ ten kierunek złości był ludziom znany i akceptowany przez nich , wiec trochę pokrzyczeli i spokojnie czekali na dalszy ciąg wydarzeń. Koncert się rozpoczął, ale dopiero kiedy wróciła jedna barierka, rozmontowana i nie wiedzieć czemu porwana przez tłum gdzieś hen daleko. Na naszych oczach z tego hen daleko wracała niesiona rękami, została wmontowana, przyklepana i koncert ruszył.



Na Przystanku Woodstock ekipa Dżemu pojawiła się z Jackiem Dewódzkim, który dla mnie miał dość dramatyczny sposób ekspresji i interpretacji piosenek Rysia. Widziałem, że nie wszyscy akceptują ten stan rzeczy, Dewódzki dawał z siebie wszystko i robił to naprawdę całym sobą,  uczciwie i rzetelnie, ale gdzieś tam nie stykało. Jedni słuchali, ale byli też i tacy, którzy dosyć smętnie pokrzykiwali na to, co się działo na scenie.

 

Oczywiście Dżem zgarniał cały Woodstock i ludzkość bardzo, bardzo cieszyła się z takiego koncertu. Potem kompletnie sobie odpuściłem myślenie o Dżemie, aż do momentu, kiedy spotkaliśmy się na… pogrzebie Marka Kotańskiego. Wyjeżdżałem z cmentarza, stanęliśmy przy stacji benzynowej i okazało się, że tam także zaparkowała ekipa Dżemu. Takie spotkania zdarzają mi się od czasu do czasu i wtedy, face to face, pada pytanie: nie moglibyśmy zagrać? A ja już taki jestem, ze nie próbuję kręcić, kombinować, tylko odpowiadam: dobra, spróbujmy znaleźć termin i pochylić się nad tematem.

 

Kiedy przyjechali do Żar, nie wiedziałem, że już mają nowego wokalistę Maćka, o którym mówili Balcar. Zobaczyłem go przy naszych kontenerach, wychodził z toi-tojki, był w kapeluszu, pięknych raybanach na nosie, cały w uśmiechu, przywitał się ze mną i poszedł dalej. Właśnie wszedł na ekrany film „Skazany na bluesa” i byłem święcie przekonany, że główną rolę w tym filmie grał nowy wokalista zespołu Dżem. Naprawdę długo tak myślałem, zanim ktoś po paru latach nie uzmysłowił mi, ze to Tomasz Kot grał główną rolę.

 

 

Dżem z Maćkiem to była kompletna odmiana. To było to, co w minutę osiem przytuliło fantastycznie całą Woodstockową publiczność do nowego oblicza Dżemu. Już nie mówię o pewnym podobieństwie fizycznym, ale wszystko to, co emanowało z Maćka fantastycznie układało się w koncertowym graniu i w rozmowie z publicznością. Nie przepuściliśmy tej okazji i natychmiast wydaliśmy nasze płyty DVD i CD z koncertów. To najlepiej do dnia dzisiejszego sprzedawane wydawnictwa Złotego Melona. Można powiedzieć, ze zarabiają na innych których, wydajemy w naszej kolekcji. Mógłbym śmiało powiedzieć, że gdyby grali co roku na festiwalu, zawsze mieliby niezwykle gorące i serdeczne przyjęcie. Nasze wydawnictwa w przypadku Dżemu rejestrują także coś, co ociera się o niezwykłą tragedię tych ludzi - odszedł kolejny człowiek z tej ekipy – Paweł Berger, a zespół jak Feniks z popiołów przetrwał i dalej gra.

 

 

I jeszcze jedna historia z Dżemem, którą ja mam w sercu bardzo mocno. Zawsze, kiedy występuję na scenie, umawiamy się na moment na tak zwaną gadułę - nie każda kapela i muzyk potrafi to robić, czyli po prostu podgrywać w tle, kiedy nawijam. Pamiętam, że i kochanemu Piotrusiowi Bukartykowi musiałem pokazywać -  grajcie, grajcie. Kamil Bednarek potrafił na zakończenie już śpiewać refren, a ja do niego: hola hola, ja jeszcze mówię. Za to z Dżemem gadało mi się zawsze wspaniale. Wszyscy czuliśmy napięcie, rytm, frazę, co nie jest łatwe ze mną, bo przecież jestem tutaj tylko i wyłącznie przypadkowy, ni stąd, ni zowąd. A z moją próbą pociągnięcia czegoś w melodii to już kompletna klęska.

 

Z Dżemem mam nadzieję spotkamy się jak najszybciej, może to będzie 2018 rok, bo wszyscy za tym tęsknimy, mimo, ze ogniskowe woodstockowe granie jest pełne Dżemowych dźwięków.

 

Jurek Owsiak 

 

 

Przeczytaj pozostałe opowieści z cyklu Muzyka Podwyższonego Ryzyka 

 

Tutaj znajdziesz Twój egzemplarz płyty zespołu Dżem z 2003 roku 

 

 

 

 

Przystanek Woodstock, Żary 2003 
POKAŻ PODOBNE
2017-05-22 12:15:09

Muzyka Podwyższonego Ryzyka - Zakazane Piosenki

1981 rok, lato. Na fali "Solidarności" postanowiono zorganizować w gdańskiej hali Olivia Przegląd Piosenki Prawdziwej „Zakazane Piosenki”. Oddźwięk ogromny, nawet ja, w Warszawie, doskonale o tym wiedziałem. Wszyscy o tym mówili.

ZOBACZ TEŻ