Aktualności

Muzyka Podwyższonego Ryzyka: techno Mazowsze

2016-12-22 14:17:52

 

Z muzyką techno przez wiele lat miałem raczej nie po drodze. Dopiero kiedy zwrócono mi uwagę na kilka projektów, które zahaczały mniej lub bardziej o techno, zacząłem także tej muzyce przyglądać się zupełnie innym kątem ucha. To tak jak z rapem, czy hip-hopem, kiedy dzięki także mojej otwartej głowie na różne projekty bardzo mi się spodobały takie jak Grubson, Łona/Webber czy Dilated Peoples.


Z techno było podobnie. Pierwsza kapela, która kompletnie przestawiła moje szufladki, to był występ zespołu Zion Train na Przystanku Woodstock, kiedy jeszcze scena była z boku. To naprawdę był świetny występ z niesamowitą energią i fantastycznymi pomysłami.


I ktoś nagle przychodzi i mówi mi o Gooralu. Już jego pisownia przez dwa „o” zaczęła bujać moim językiem. Gooral - Goral, po dzień dzisiejszy nie wiem jak tak naprawdę tytułować gościa.

 

Fot. Paweł Wołochowicz 


Najpierw zajrzałem na różne filmiki i strony i tam dopiero było widać, jak niesamowicie publika się z nim świetnie bawi, a potem do decyzji już krótko. Zaprosiliśmy go na dużą scenę Przystanku Woodstock. Mieli trudne zadanie , bo mieli zagrać przed gwiazdą, czyli Machine Head. Zawsze wtedy myślę sobie, jak nastąpi proces wymieszania fanów skrajnie dwóch różnych gatunków muzycznych. Tłum zalegał ogromny i wtedy okazuje się, jak bardzo kapela jest popularna.

Nieraz sobie myślę o tym, jak daliby sobie radę popowi gwiazdorzy promowani przez różne media z naciskiem na „ogromna popularność”, „fantastyczna muzyka” etc.

Gooral został przyjęty bardzo dobrze. I to dla każdego artysty jest jak atomowa sprężarka. Ruszył koncert i miałem uczucie, że jeszcze dobiło woodstockowiczow, bo ściana ludzi była przeogromna. Przesiedziałem cały koncert na scenie i nawet zmiana rytmu przy udziale Wiosny, wokalistki, która w skrajnie innych rytmach dla mnie prezentowała swój bardzo ciekawy glos, nie spowodował żadnych najmniejszych drgań w gorącym przyjęciu. Takie koncerty są specjalnością Przystanku Woodstock. Na każdym festiwalu kilka lub kilkanaście artystycznych prezentacji jest z tą atomową energią publiczności. Po koncercie tradycyjnie chciałem po prostu bardzo powtórzyć to w innym, specjalnie na tę okazję przygotowanym wymiarze. 


Pretekstem była wizyta Goorala przed świętami u nas w Fundacji i wtedy na spontanie zaproponowałem mu, aby przygotował specjalny koncert z Zespołem Pieśni i Tańca Mazowsze. Potem skontaktowaliśmy się z zespołem. Projekt został przygotowany, odbyły się próby i projekt został zagrany na Przystanku Woodstock. I tak brzmiałoby to w najprostszym zapisie, ale nie z Gooralem. Koleś w pół opowieści nagle nadaje już z zupełnie innej planety, momentami gawędzi jakby był w środowisku ropuchy i ślimaka. Dla mnie – kombinowałem czy nie machać mu przed oczami, żeby wiedział, gdzie jest i z kim rozmawia. Ale to wszystko w takim miłym teraz do opowiadania stylu artystycznego bałaganu. No, musi mu tam mocno pod sufitem dymić, bo momentami nie byłem pewien czy to wszystko się powiedzie.


Przyjaciele z Mazowsza to przede wszystkim Krzychu Kurlej, od lat ich po prostu szef. Tam są różni formalni dyrektorzy, ale Krzychu to ten właściwy dla mnie „kierownik”. Po raz kolejny (już parę razy realizowaliśmy różne projekty) natychmiast przyjął propozycję i spotkaliśmy się w ich siedzibie – pięknej, takiej z prawdziwego zdarzenia, w Karolinie pod Warszawą.


Teraz sobie przypominam, że to właśnie Krzychu zaprosił mnie na spotkanie z Mazowszem i z Małgosią Walewską na specjalny koncert u nich w ich teatrze. No tak! Przypominam sobie. Słuchałem koncertu i jak zobaczyłam te kolory, usłyszałem te głosy, wykombinowałem, ze byłoby wspaniale zrobić to w projekcie z Gooralem. Spotkaliśmy się na omówieniu tematu z całą załogą. Ja opowiedziałem jak ja to widzę, ale w tych sprawach zawsze! – zawsze pozostawiam absolutną swobodę artyście/artystom.

 

Tak po cywilnemu, to batalion pięknych pań i postawnych facetów. Wiedzieli, co już razem robiliśmy, więc uwaga skupiała się na Gooralu. A jak już wspomniałem, ten to ma wybitny talent do przedstawiania projektu. Chyba bardziej wszyscy zaufali mnie, niż jemu;) Suma summarum ustaliliśmy termin i sru, Gooral ruszył do roboty z przygotowaniem całego projektu.


Spotkaliśmy się jeszcze chyba raz czy dwa, wtedy wszystko było w kompletnym chaosie, czyli tu się zaczyna, tu wejdzie, tutaj zmieniamy rytm, tutaj tancerze, tu chór – no tak, ale przecież to ma być zwarty  i od początku do końca poukładany spektakl. Tradycyjnie próba generalna naszych projektów to dzień koncertu. Mazowsze to absolutna perfekcja, więc kiedy zobaczyłem te wszystkie stroje, malowanki twarzy, zapięte koki, warkocze, buty do tańczenia, a nie do ludowego chodzenia, to po prostu piękność nad pięknościami. Swojego czasu, kiedy powstał zespół Pieśni i Tańca Mazowsze, jeszcze za czasów PRLu obśmiewano tę ludowość wymyśloną przez panią Mirę Zimińską-Sygietyńską jako malowaną ludowość niemającą charakteru korzennego, bo po prostu dla celów widowiskowych. Różne rzeczy po prostu podmalowano, wymieniono, użyto szminki, brokatu i butów dla baletu, ale to wszystko moim zdaniem na ogromny sens. To się po prostu ogląda, to smakuje i nie dziwię się, że pod różną szerokością geograficzną po prostu zwala z nóg. I tak było na koncercie.

 


Przede wszystkim takie projekty są genialnie przyjmowane przez Woodstockowiczów. Wiedzą, że to specjalnie dla nich, że projekty są wyjątkowe, pełne emocji i ducha rock’n’rolla. Koncert rozpoczęły dziewczyny z Mazowsza. Tak cichutko, jak to oni,  że jeszcze nic nie zapowiadało, że za moment grom dźwięków i pięknego widowiska runie na woodstockową publiczność. I tak się stało. Pooooszło! Każdy przytup, każdy zaśpiew wzbudzał entuzjazm. Do setek tysięcy wat z głośników doszedł jeszcze ruch  i ten nieprawdopodobny kolor w tańcach zawijańcach, w przebieganiu przez scenę we wszelkich podskokach czy góralskim wywijaniu ciupag. Jak wyskoczyli krakowiacy, to po prostu łzy poleciały mi z oczu. To był zachwycający projekt. Rozpoznawalność piosenek o Furmanie, Zbójnickiego czy Krakowiaczka pozwoliła wszystkim woodstockowiczom wziąć czynny udział w koncercie, a jestem przekonany, że dziesiątki tysięcy naszych gości z Europy i ze świata po prostu rozchylili swoje szczęki na maksa i sądzę, że statystycznie ktoś właśnie w tym momencie o tym koncercie komuś opowiada.

 

Ale co ja gadam, możecie to zobaczyć. Koncert zapisany na taśmie i przekuty na płytę DVD i CD. Ten projekt wydany został osobno tak, aby przyjaciele odtwarzacza kompaktowego mieli swoją płytę w osobnym opakowaniu. Gooral i jego ekipa: Wiosna, Kamer i Gawron zachwyceni, zadowoleni i szczęśliwi, to znaczy… tak myślę, bo Gooral jak cyklon zagrał , zrobił sobie fotę, na której stanął na głowie i tyle go widziałem.

 

 


Już teraz zapraszam w poniedziałek na moją audycję w drugi dzień Świąt. Będziecie mieli okazję pośród różnej muzyki, którą zaprezentuję, wysłuchać kilku kawałków, z udziałem Pieśni i Tańca Mazowsze  i poczuć jaka to atmosfera, jaki to bit , jaki to klimat i dlaczego już nam chodzi po głowie kolejne ściągniecie ich całej wesołej kompanii na kolejne granie.

O, zaraz! Rozpoczną Finał w studiu, 15 stycznia, pod Pałacem Kultury i Nauki. Zapraszam do słuchania, zapraszania i bycia razem z nami!

Przeczytaj pozostałe opowieści z cyklu Muzyka Podwyższonego Ryzyka 

 

Płyta CD/DVD dostępna w siemashopie

 

Fot. Robert Grablewski 
Fot. Tomasz Banasik 

 

 

POKAŻ PODOBNE
2017-08-05 12:58:14

Muzyczna jazda bez trzymanki!

Woodstockowe sceny są dla każdej muzyki. The Bloody Beetroots pokazali nam kawał pionierskiej elektroniki! Ich występ to kolejny dowód na to, że muzyka łączy, a nie dzieli.

ZOBACZ TEŻ