Aktualności

Muzyka Podwyższonego Ryzyka - Pan Witek, gość z Atlantydy

2017-03-10 12:03:09

 

Co się dzieje z Panem Witkiem? Jak ktoś coś wie, niech da znać. Ja pana Witka pierwszy raz zobaczyłem w telewizji, w programie który wtedy, 25 lat temu, mocno szalał na tak zwanych młodzieżowych kanałach. 

 

Fot. Arek - Fundacja WOŚP 

 

Telewizja otworzyła się na takiego rock'n'rollowego odbiorcę i trzeba przyznać, ze otwierając się na zupełnie inną muzykę dopuściła do głosu ludzi, którzy z tą muzyka naprawdę byli związani. Pamiętam program, który prowadził Piotrek Klatt - miało to tytuł „Rock Noc”, czy coś w tym rodzaju. Transmitowano koncerty i kamery telewizyjne potrafiły zajrzeć do różnych klubów transmitując nie tylko muzę, ale także rozmowy z ludźmi, którzy coś przy tej muzyce robili. I w którymś z tych programów pierwszy raz zobaczyłem gościa, który wtedy kompletnie nie dziwił, bo idealnie wpasowywał się w to całe szaleństwo. W kowbojskim kapeluszu, z twarzą przeoraną głębokimi bruzdami, w absolutnie rozrywkowej marynarce, czyli prawdziwej - showmańskiej, chyba nawet świecącej, z gitarą, która już wzbudzała lekkie zdziwienie, bo była totalnie rozstrojona. Jak się później osobiście jej przyjrzałem z bliska, część jej konstrukcji zbita była prawdziwymi gwoździami.


Uderzał w struny śmiało, łapał akordy i wszystko to jeszcze obrandowane jego charakterystycznym głosem, którym modulował, falował, można powiedzieć, że bardziej wypuszczał głos z gardła niż śpiewał i potrafił w sposób wyjątkowy mruczeć i przeciągnąć ostatnie sylaby. Całe jego śpiewanie to w zasadzie standardy, covery na swój sposób przygotowane, często z własnymi słowami. Rock'n'rollowcy przytulili go pełną piersią, Pan Witek Gość z Atlantydy, bo tak się nazywał, chętnie na to przystał, powoli stawał się bardzo rozpoznawalny i stał się stałym uczestnikiem programów telewizyjnych i dużych koncertów.

 

Do nas do Fundacji przyszedł sam z siebie jeszcze na ulicę Grójecką z propozycją wystąpienia na Przystanku Woodstock. Usłyszałem go w swoim pokoju jak tylko wszedł, bo po prostu przed tymi, którymi stał, czyli w naszym pierwszym pokoju gdzie sekretariat był połączony z biurkami księgowości, zrobił koncert. Było to zabawne, ale był moment, kiedy po którymś razie, kiedy do nas wpadał, towarzystwo bardzo szybko rozchodziło się, a w zasadzie uciekało do swoich pokoi. Ale tą niezłomnością i absolutnym brakiem jakiegokolwiek skrępowania Pan Witek cel osiągnął.

 

Zaprosiliśmy go na Przystanek Woodstock, a wystąpił na pewno w 2002 roku, kiedy między innymi kręciliśmy „Najgłośniejszy Film Polski - Przystanek Woodstock” Pan Witek znalazł swoje miejsce na klatkach filmowych. Wzbudził na scenie przeogromny entuzjazm. Mogę śmiało powiedzieć, że mnóstwo kapel nie odebrało takiego entuzjazmu jaki zebrał Pan Witek. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że będąc „kumplem” każdego woodstockowicza cieszył się jego sympatią, a ja w takiej samokontroli zdawałem sobie sprawę, że jest to super historia na 10 minut. I tak też było. Umówiliśmy się z Panem Witkiem, że na dany znak ostatnie 3 akordy i żegnamy się z publicznością (czego nie zrozumiał na swoim występie także po „przyjaźni” Patyczak - miało być krótko, mocno i też po kumplowsku, a Patyczak przeciągnął to w formie, która moim zdaniem wszystko zepsuła).

 

Repertuar Pana Witka krótki, bojowy i kiedy istotnie po 10, a może 15 minutach pochyliłem się do jego ucha z tekstem "powoli kończymy", Pan Witek fantastycznie profesjonalnie przerwał pieśń, aby zaintonować 100 lat, następnie przekazał swoje plany na przyszłość, czyli że będzie wydawał kasetę z najnowszymi utworami i zaprosił szanowną publiczność na woodstockowe pole, gdzie ma nadzieję na dalszy ciąg koncertu w tak zwanych okolicznościach przyrody. Pełna profeska!

 

 

Za to do filmu nakręciliśmy specjalny kawałek na tyłach sceny przy naszych biurowych kontenerach. Pan Witek w wielkim kapeluszu sombrero ze swoją rozstrojoną gitarą zaintonował pieśń:


 „O Jan jaguar, młodzież bawi się wesoło – no nie?
…i dziewczynę swoją weź na Przystanek Wooodstock
i będąc  z nią weźmiesz za rękę ja i zobaczysz, ze świat piękny jednak jest
teraz możesz tańczyć, teraz możesz śpiewać,
 bo przyjdzie czas, że będziesz sam, że będziesz miał za dużo lat.
O Jan jaguar, młodzież bawi się wesoło – no nie?

 

 


Oprócz Pana Witka na obrazku jeszcze są 4 osoby, to patrolowcy którzy w osłupieniu słuchają tego występu najbardziej reagując na słowo „no nie”? I trzymają wielkie kartony wyciągnięte z palety na wodę, aby choć trochę stłumić głos z dużej sceny. Poprosił ich o to Jachu, który uwiecznił Pana Witka na taśmie filmowej.

 

Pan Witek doczekał się nawet reportażu, który o nim nakręciliśmy z Wojtkiem Iwańskim. Chodzą z nim po centrum Warszawy, widać było, ze jest gościem rozpoznawalnym, lubianym, a sam czuł się w tym jak ryba w wodzie. Przy okazji rozmawiając z nim dowiedzieliśmy się, że jest ogrodnikiem, i to profesjonalnym! Jego pasją było zakładanie skalniaków i kiedy kilka z nich zobaczyłem na zdjęciach, oddawały całą duszę i pomysł na sztukę Pana Witka. Były pełne korzenioplastyki i wydaje mi się, że ogrodowe krasnale też tam znalazły swoje przytulenie. Mówił, że to jego pasja, mówił także o swoich dzieciach, które, kiedy jest lato, odwiedza nad morzem.

 

Swojego czasu startował jeśli nie na prezydenta, to może na posła i także nam zostawił swój projekt konstytucji. Był tam miedzy innymi ciekawy zapis, który mówił, ze zatrzymany diler powinien mieć natychmiast zaapalikowaną 20 krotną, a może i większą dawkę towaru, którą przy nim znaleziono. Myślę, że w ten sposób Pan Witek by skutecznie wprowadził rozwiązanie z dilerowaniem narkotyków. Potem jeszcze od czasu do czasu gdzieś ktoś go widział, ktoś go słyszał, czyli potwierdzał, że niezłomna dusza artysty funkcjonuje. I tutaj musze powiedzieć od siebie, że dla mnie artystą prawdziwym Pan Witek jest, bo odpuszczając sobie wszelkiego rodzaju oceny jego sztuki to był nią owładnięty i odnosił się do niej w 100% szczerze i z całym oddaniem.

 

Co się dzieje z Panem Witkiem, gościem z Atlantydy? Jak coś wiecie, dajcie znać, jestem pewien, że właśnie gdzieś nawet w tym momencie kiedy to czytacie dźwięk jego rozstrojonej gitary niesie się po pasażu, może nawet w jakimś ciepłym kraju.

Jurek Owsiak 

 

Przeczytaj pozostałe opowieści z cyklu Muzyka Podwyższonego Ryzyka 

 

Twój egzemplarz "Najgłośniejszego Filmu Polski" czeka pod tym adresem 

 

 

Fot. Arek - Fundacja WOŚP 

 

POKAŻ PODOBNE
2017-04-18 10:41:40

Muzyka Podwyższonego Ryzyka - Letnia Zadyma w Środku Zimy

27. stycznia 1989 roku to moje absolutne preludium, debiut, zimny prysznic, stres, fura radości, zmęczenie i wstąpienie na drogę z której nie ma już odwrotu.

ZOBACZ TEŻ