Aktualności

Muzyka Podwyższonego Ryzyka - Budka Suflera na Przystanku Woodstock

2017-01-02 15:33:02



Kto nie zna Budki Suflera? Wszyscy znają. Lubisz, nie lubisz, w naszych polskich głowach Budka Suflera siedzi jak Bałtyk, jak Mazurskie Jeziora, jak Zakopane i nasze pierwsze fascynacje. To nie kilka lat złotego grania, ale 4 dekady bycia na najwyższych obrotach. Od rock’n’rollowych fascynujących i awangardowych dźwięków, po wielkie popowe przeboje, które nuciła cała polska i grała każda porządna i nieporządna knajpa.

 

No i teraz zaczepia mnie Piotr Metz w programie III Polskiego Radia i rzuca pomysł. Budka Suflera kończy swoją sceniczną karierę. 4 dychy grania to ogromny szmat czasu. Panowie chcą zrobić pożegnalny koncert, wymyślić cos specjalnego, jednostkowego, a przecież takim fantastycznym miejscem jest Przystanek Woodstock. Co Ty na to? Pyta Piotrek. Spojrzałem na niego jak na stado pędzących bizonów i zapytałem: Piotrek, poważnie mówisz? W głowie miałem ich wielkie przeboje, czyli ryczące hiciory , których nijak nie wyobrażałem sobie na Przystanku Woodstock. Co mi ten facet proponuje? Kołatało mi się w głowie i nie wierzyłem w to, co usłyszałem. A Piotrek dalej swoje. - Zebraliby gości, kilku muzyków ze świata, może nawet Eric Burdon stanąłby na scenie. A do tego muzycy, którzy do tej pory zasilali ten band.


I wtedy: No dobrze, zastanowię się. I  ten pomysł rzuciłem w Fundacji. Reakcja podobna. Co z tym fantem zrobić i czy w ogóle coś robić? I wtedy nagła myśl – jest coś, co dla mnie stanowi ogromną wręcz przeogromną wartość Budki Suflera – to ich pierwsza płyta „Cień Wielkiej Góry”.


Pamiętam, jak z przyjaciółmi bawiąc się w teatr studencki 40 lat temu, Jerzy Janiszewski, prezenter radia Lublin, zapuścił na festiwalowej dyskotece utwór „Cień Wielkiej Góry”. Mało, że wbiło mnie to w ziemię, nie mogłem uwierzyć, że tak gra polski zespół i to nie z Warszawy, ale z Lublina. Jerzy Janiszewski był niezwykle popularnym prezenterem radiowym i przedstawiał w nocnych programach w ŚRODKU TYGODNIA muzykę, jakiej my w Warszawie nie słyszeliśmy. Miał swój świat i wyobraźcie sobie, ile trzeba było wysiłku, aby w środku tygodnia przypilnować radio, wytłumaczyć rodzicom, że mam dużo nauki, że będę się uczył i na jedno ucho słuchać jego propozycji. Festiwal odbywał się w Nowej Rudzie i tego dźwięku i tej atmosfery nie zapomnę do końca życia.

 

To może na Przystanku Woodstock odśpiewaliby całą tę płytę? Spróbujmy zrobić coś, co było ich niesamowitym początkiem. Kolejne spotkanie z Piotrkiem, który jednak obstawał przy bardziej złożonym programie, którego podstawą byliby goście i wspomniany Eric Burdon. Nawet spotkaliśmy się z nim (osobiście uwielbiam Animalsów z czasów dobrych Animalsów i głos Erica Burdona), ale może na szczęście z różnych powodów kolega się wycofał i cały misterny plan legł w gruzach. Wtedy wróciliśmy do Cienia Wielkiej Góry.

 


I już bez przeszkód żadnych Budka Suflera temat podchwyciła. Mało, zaczęliśmy coraz bardziej i mocniej komponować program i kiedy już klepnęliśmy wszystko z nim związane, ogłosiłem pomysł na antenie. I tu stała się rzecz fantastyczna. Mimo naszych obaw, ludzkość generalnie cały temat podchwyciła. Nie dość , że im się to spodobało, to jeszcze zaproponowali, aby koniecznie na koncercie odśpiewać „Jolkę, Jolkę”. Ufff, to była moja reakcja - dlatego, że wcześniej, kiedy zapowiadaliśmy na Przystanku Woodstock takie zespoły, jak chociażby Perfect (ostatecznie nie zagrali), zdarzały się komentarze dziennikarzy muzycznych, że osiągamy stan festiwalu opolskiego. „Jolka, Jolka” to jeden z najbardziej przeze mnie znielubianych utworów muzycznych z ery polskiego pop-rock’n’rolla. Kiedy pierwszy raz go usłyszałem w 1982 r., kiedy się pojawiła, naprawdę przysięgam, myślałem, że to jest jakiś pastisz. Głos wokalisty, który brzmiał dla mnie jak jęczaste spazmy był kompletnie z pogranicza fantazji i czymś, czego nie akceptowałem. A do tego, jeszcze słowa o tych Arabach, rzężącym silniku, mężu uwielbiającym porządek, o mecie i w sumie o koszmarnej, siermiężnej rzeczywistości smutnych lat socjalizmu. Był dla mnie utworem bez krwi, kości, a przede wszystkim rock’n’rolla. Ale prośba to prośba, ludzie pragną, więc dopuściliśmy, aby była ona spełniona. Budka Suflera nie wyrażała żadnego sprzeciwu.


Ekipa bardzo starannie przygotowywała się do koncertu. Mało tego, wybraliśmy dla artystów super czas, wręcz prime time wieczorną porą. Aparatura nagrywająca przygotowana, wszystko związane z jak najlepszą rejestracją koncertu w blokach startowych. Okazało się, że wielkim przyjacielem całego projektu był Tomek Zeliszewski. To absolutna dusza przedsięwzięcia. Człowiek, który wszystko spinał, który był na każde zawołanie i wiedział, że należy to jak najlepiej przygotować. Zresztą, mieliśmy do czynienia z absolutnymi mistrzami w  tych sprawach. Ludźmi, którzy mieli za sobą tysiące koncertów i muzycznych bytów.

 

Koncert odbył się po występach m. in. T. Love i Protoje. Publiczność woodstockowa w komplecie. Można śmiało powiedzieć, że wszyscy w oczekiwaniu na to, co się zdarzy. Nawet nie wiecie, jak to cudownie wpływa na samopoczucie „prowadzącego”. Czujesz, że  to jest dla wszystkich coś, na co czekają. Zapowiedź krótka z mojej strony, a na scenie Romuald Lipko  od siebie już tylko dodaje, że czuje się zaszczycony, że jest na tak pięknym festiwalu. No to, panowie, ruszamy.


Koncert od początku do końca miał niesamowitego nerwa, niesamowitego kopa, napięcie i ogromną, przeogromną akceptację publiczności. Był kunsztem muzyków, którzy fantastycznie potraktowali publiczność, scenę i każdy z przekazanych jej dźwięków. Świetna forma, koloryt i ogromne skupienie stworzyła prawdziwe widowisko. Huragan braw, „Sto lat”, sakramentalne podziękowanie Krzysztofa Cugowskiego, „Szanowni państwo”, a po drodze jeszcze niesamowity występ Felicjana Andrzejczaka. Nagle w mojej głowie olśnienie. Ta z pozoru błaha piosenka, tu na Przystanku Woodstock dostała niesamowitej treści.

 

 

Spotęgowana setkami tysięcy ludzi stała się po prostu piosenką – songiem zaśpiewanym przez rozbawioną i szczęśliwą publiczność. Ten ‘rzężący’ sierżmiężnością tamtych czasów tekst, nagle staje się tylko piosenką melodyjną do zaśpiewania przez młodych ludzi, którzy już nie muszą do tych czasów wracać. To świat, który na szczęście minął. To świat PRLu, do którego obyśmy nigdy już nie wrócili. Ci młodzi ludzie nakręcając to na komórkę są na najpiękniejszym festiwalu świata. Bawią się na super imprezie, która ma swoją historię, niezwykle pozytywną i która pokazuje, że te głupie tępe czasy są daleko za nami. To ogromna afirmacja nowych dobrych czasów, to afirmacja ich rock’n’rolla, który został stworzony na ich doświadczeniach, w których my, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, ma ogromny udział. Naprawdę nie mogłem się osobiście spodziewać lepszego tła dla całego tego wydarzenia.  To, o czym teraz piszę, czułem podskórnie podczas koncertu. Ale wszystko to zobaczyłem, kiedy montowaliśmy cały materiał na płytę dvd i cd. Pamiętam, że w sierpniu zadzwoniłem do szefa Dwójki Jerzego Kapuścińskiego z takim pomysłem, aby w rocznicę podpisania sierpniowych porozumień ten utwór puścić w telewizji, a w ten sposób pokazać, jak bardzo ma on swoją nowa pozytywną historię. Niestety, ten pomysł nie spodobał się Tomkowi, a Janusz oczywiście wyraził na to zgodę. Dzisiaj najczęściej emitowany utwór z tej płyty to „Jolka, Jolka”.

 
Plyta dvd i cd to na dzisiaj jedna z najlepiej sprzedawanych u nas płyt. Musimy się po raz kolejny pochylić, bo być może już nam się uzbierała nawet platyna. I jeszcze jeden cudowny epizod spotkał ten koncert.


Po wielu latach na polski rynek muzyczny wraca produkcja płyt winylowych. Tym razem tłocznią jest GM Records.  Chcą mocnego wejścia na rynek, dlatego pytają nas, czy nie zechcielibyśmy zaproponować jakiegoś tytułu na winyl numer jeden. Wszyscy jednomyślnie przyjęliśmy, że koncert Budki Suflera będzie tym wyjątkowym wydawnictwem. Maszyny poszły w ruch, winyl ujrzał światło dzienne. To nasze nowe doświadczenie (do tej pory wydaliśmy 4 płyty winylowe, a  także płyta okazała się kolejnym sukcesem, zdobywając ogromne uznanie fanów winyli).


Niestety, Budka Suflera po całym tym zdarzeniu rozpadła się. Nie tylko jako niegrająca już kapela, ale także z tego co słyszymy, też i towarzysko. A tak bardzo chcielibyśmy wręczyć nagrodę za rekordowe wydawnictwo. Póki co, słuchając, czujmy ten niesamowity klimat tego niebywałego koncertu.

 

Przeczytaj pozostałe opowieści z cyklu Muzyka Podwyższonego Ryzyka 

 

Płyta CD/DVD dostępna w siemashopie

 

 

 Fot. Anna Migda  Fot. Bartek MurackiFot. Marcin Bąkiewicz 
POKAŻ PODOBNE
2017-08-05 12:58:14

Muzyczna jazda bez trzymanki!

Woodstockowe sceny są dla każdej muzyki. The Bloody Beetroots pokazali nam kawał pionierskiej elektroniki! Ich występ to kolejny dowód na to, że muzyka łączy, a nie dzieli.

2017-08-05 03:30:00

Kilka słów na Dzień Dobry

Dzisiaj ostatni dzień najpiękniejszego festiwalu na świecie! Dziękujemy, że jesteście z nami!

ZOBACZ TEŻ